Dzikie Róże



O tym jak toczą się dalsze losy naszego marzenia możecie przeczytać tutaj:
https://dzikierozewjanicach.blogspot.com/

niedziela, 12 marca 2017

Nie samą pracą człowiek żyje

Praca, praca, praca. Nawet w niedzielę M nie odpuszcza. Trzeba koniecznie skończyć ogrodzenie, bo w kwietniu chcemy zaprosić pierwszych gości., a nie możemy pozwolić na to, aby Dina miała z nimi kontakt. Podzielimy teren: dla gości pół hektara, a dla psów hektar ;) Dinka jako były pies łańcuchowy potrafi czasami zaskoczyć swoją reakcją. Wobec nas nigdy nie okazała żadnej agresji, ale dla obcych bywa niemiła. Nie można ryzykować.
Od środy w robieniu płotu pomaga mój nieoceniony teść. Nie chciałabym wspominać o jego peselu, ale praca po dwanaście godzin na dobę w głowie mi się nie mieści. Dlatego siadam i piszę, a co tam. Ja nie jestem herosem i nie samą robotą człowiek żyje. Odrywam myśli od codziennych zmagań i spoglądam w przeszłość, bo niedawno  namierzyliśmy w bibliotece w Marburgu publikację poświęconą Janicom napisaną przez von Artura Nittela w 1944 roku. Niestety, jako nieogarnięci w niemieckim musimy czekać na tłumaczenie. Na razie mamy parę akapitów, już zapowiada się ciekawie.




Johnsdorf

Próba opisania historii wsi

I



Historia zaczyna się dla naszej wsi wraz z ponownym zasiedleniem niemieckiego wschodu po roku 1200.Wszystko, co działo się wcześniej osłonięte jest mgłą tajemnicy. Wobec faktu, że na polach Johnsdorfu nie znaleziono do dziś żadnych śladów ani germańskiego, ani słowiańskiego życia, pozwala przypuszczać, że chodzi tu nie o zasiedlenie ponowne, lecz o nowe osadnictwo. Odnalezione kołowrotki (wrzeciona) pochodzą wszystkie z okresu niemieckiego średniowiecza. Wsie powiatu Lwóweckiego powstały w większości w ostatnich dziesięcioleciach 13 wieku.

Johnsdorf to typowa łańcuchówka z zagrodami we frankońskim stylu budowlanym. Należy liczyć się z tym, że mamy do czynienia z jednym z najstarszych założeń wsi na Śląsku, ponieważ sołectwo założono z 4 polami (włókami). Wsie zakładane w 14. I 15. wieku miały mniejsze sołectwa.  Nazwa wsi pochodzi nie od Johannesa, wtedy nazywała by się dzisiaj Hansdorf, lecz od Jonasa, jak jest to w najstarszej wzmiance z roku 1386 gdzie znajdujemy Jonsdorff, a nieco później Jonasdorff.


Zaglądam też na stare mapy, których ostatnio nam sporo przybyło. Co powiecie na taką?

XVII wiek
 Powiększony fragment z Janicami (Ichnsdorf)


Albo na taką, jeszcze starszą?


Do kompletu dodaję nasz klejnocik czyli najstarsze znalezisko ze strychu: deska ze skrzyni posagowej, rówieśniczka mapy.


Data w przybliżeniu




niedziela, 26 lutego 2017

Nasz zwierzyniec


Do tej pory nie przedstawiałam większości naszych zwierzaków.Trochę ich się nazbierało, a wiosną może przybędą jeszcze jakieś kozy albo owce, kto wie?
Ze łzą w oku oglądam zdjęcia przed i po. Szkoda, że nie wszystkie zwierzaki od razu fotografowałam, reszta nie będzie miała zdjęć porównawczych.
Adolfina została znaleziona półtora roku temu w stanie skrajnego wyczerpania. Długa była walka o jej życie. Udało się.




Adolfina






Piko


Beza, która hasa już po innych łąkach

Więcej o naszych zwierzakach napisałam na blogu Dzikich Róż, gdyby ktoś chciał poczytać to tutaj.

P.s. Kryzys sufitowy wyhamowuje. Ekipa tynkująca na razie czeka...

wtorek, 21 lutego 2017

Nie jest dobrze

My tu cieszymy się urządzaniem życia w piwnicy, a tymczasem coś, co wydawało się pewne i nieprzemijalne sypie się nam na głowę. Zaczęło się nagle i bez ostrzeżeń. Siedzimy sobie sobie wieczorem w pokoju, a tu słychać trzask - coś spadło i rozsypało się na podłodze. O! kawałeczek cegły. Za chwilę następny i następny. Przyglądamy się sufitowi a tam w kilku miejscach białe plamy wykwitów soli rozkruszają cegłę.  M zmiótł wysolenia, ale na następny dzień cegła nadal rozkruszała się spadając na kanapę i podłogę. Na szczęście problem dotyczył tylko dwóch pól nad pokojem, w kuchni nic do talerzy nie spadało. Obdzwoniliśmy fachowców od konserwacji starych cegieł uzyskując kilka porad typu "trudno, taka cegła, nic nie da się zrobić" lub "nie ma wyjścia, trzeba otynkować". Nadzieją natchnęła nas porada przedstawiciela Remmersa z Wrocławia, który zalecił bardzo logiczną terapię. Sól należy wypłukać spryskując wodą destylowana, odczekać parę dni i ponownie pokryć preparatem do wzmacniania struktury. Co było robić, pokój pokryła folia, a M cierpliwie przemywał miejsce za miejscem. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Do odgłosów kapania dołączyły odgłosy spadania coraz większych kawałków cegieł. He, he, naiwni zaufali "fachowcowi".  Co zostało wypłukane to odpadło i tempo rozkruszania wróciło do normy, o ile powolne spadanie sufitu na głowę można nazwać normą. Obdzwoniliśmy znajomych z podobnymi sufitami, napisaliśmy też do nieznajomych, nikt nie ma takich problemów. Pojawiła się następująca konkluzja: nasze cegły są wyjątkowo kiepskiej jakości i czas nasycania ich wyziewami z obory był bardzo długi i intensywny.
Nowe wysolenia nadal pojawiają się, dochodzą też nowe miejsca. M oczyszcza mechanicznie i gruntuje, co trochę hamuje ten proces, ale nadal cegła sypie się na klawiaturę i do filiżanek. Wczoraj utworzyło się nowe ognisko nad ekspresem. Czyżby jakaś zmowa przeciwko niepoprawnym wielbicielom kawy?



Jeżeli komuś byłoby mało problemów, to mogę dołączyć pojawianie się zawilgoceń na ścianach w zupełnie nielogicznych miejscach i rwący strumyk w piwnicy. Norma na przedwiośniu. Kochamy nasz stary dom i wiemy, że musi nas czymś zaskakiwać. Rozumiem strumyk, wilgoć w ścianach, spękania tu i tam, ale żeby ukochany ceglany sufit?! Może ktoś rzucił urok? Litości, czym zawiniliśmy?
Na szczęście remont na piętrze w pokojach dla gości przebiega bez większych zakłóceń. Trochę pomyliła się nam sensowna kolejność robót i tak na przykład podłogi gotowe, a tu jeszcze nie dokończone "brudne" roboty w łazienkach, poprawki przy sufitach itd... Ale nic to, idzie dobrze.
Spróbuję się ogarnąć (okrutne przeziębienie mnie męczy) i zdać relacje z postępów przy podłogach, bo cudne mi się wydają te stare dechy. Zapraszam do Dzikich Róż.

niedziela, 19 lutego 2017

Jak to umeblować?

Najpierw uparliśmy się na umieszczenie sypialni i łazienki w piwnico - grocie, a dopiero potem zaczęliśmy się zastanawiać, jak tam się rozgościć. Jasne, łukowe ściany nie przeszkadzają we wstawieniu łóżka i niskiej komody, ale jak ustawić szafę przy takiej ścianie?! Projekt ewoluował, z każdym krokiem coś z szafy ubywało. Najpierw straciła zabudowanie tyłu, potem fronty, na końcu boki i ostatecznie został sam szkielet. Tylko z czego go zrobić? Szybki przegląd zbiorów do recyklingu dał odpowiedź: pręty i stara decha.
Zapewniam, korzysta się z niej świetnie. Nie ma problemu ze skrzypiącymi drzwiami, zacinającymi się szufladami lub nadmiarem ubrań, bo zmieszczą się tylko te niezbędne.


 Ale najpierw było spawanie, szlifowanie, malowanie ...


Kolejne wyzwanie: łukowe okna. Mam alergię na drogie karnisze, więc kupno nie wchodziło w grę. 
Znowu trzeba było zrobić przegląd zapasów, uruchomić wyobraźnię i spawarkę.
Zgadnijcie skąd pochodzą uchwyty do karnisza.



Lampki nocne też są autorskim projektem M


Jedynie główna lampa od zawsze była lampą. Swoją karierę rozpoczęła w Stebniku, na Kresach osiemdziesiąt lat temu i już w niejednym domu świeciła. Nam w tym miejscu bardzo się podoba, natomiast nie jestem pewna, czy moja prababcia byłaby zadowolona widząc ją tutaj.



A o tym, co słychać na piętrze możecie przeczytać tutaj.







sobota, 11 lutego 2017

Łazienka w kamiennej grocie

Miało być o meblowaniu kamiennej sypialni, ale nie zdążyłam zrobić odpowiednich zdjęć, więc najpierw pokażę, co udało zrobić się w drugiej części piwnicy. Zresztą problem projektowania wnętrza, gdzie jest niewiele ścian ustawionych pod kątem prostym stwarza istotne problemy. Nie jestem architektem wnętrz, więc nie było łatwo. Jak na pochyłej ścianie umieścić umywalkę albo sedes? Gdzie zmieścić prysznic? Nie ukrywam, że trochę czasu mi to zajęło, wiele razy zmieniałam projekt. Nigdzie nie mogłam znaleźć zdjęć funkcjonalnych łazienek, gdzie dominują łukowe ściany. Designerskie szaleństwa odpadały, bo to nie miało być na pokaz, tylko do codziennego użytku dla wieśniaków. Pomysłu połączenia w jednym pomieszczeniu sypialni i łazienki nie brałam pod uwagę, wydaje mi się to przejściową modą, bardziej pasującą do hotelu aniżeli do domu. O ironio, na razie tak funkcjonujemy, bo nie możemy zdecydować się na rodzaj drzwi ;)
Zestaw chciejstw uwzględnianych przy projektowaniu nie był długi: leżąc w wannie chciałabym podziwiać gwiazdy lub zachód słońca, a prysznic ma być jak najmniej oddzielony od reszty łazienki, czyli blisko kamiennej ściany i na podłodze (bez brodzika). Jedyny techniczny problem stanowiła możliwość namakania fug między kamieniami podczas kąpieli, ale znalazł się odpowiedni preparat zabezpieczający.
Udało się, uwielbiam naszą łazienkę!






A dla przypomnienia



Oczywiście wnętrze nie jest gotowe. Jak powiesiłam zasłony na szpilkach do którejś tam z kolei przymiarki, tak wiszą ponad rok, bo są pilniejsze sprawy. Szafkę pomalowałam matowym olejem do blatów kuchennych firmy Colorit (bez zrobienia wcześniejszej próby, o ja naiwna) i teraz wygląda jak polakierowana na wysoki połysk. Jedyne, co zgadzało się z opisem na opakowaniu to wodoodporność. Marzę o dniu, kiedy toto uda się zeszlifować lub chociaż zmatowić. Kamień wystający z parapetu postanowiliśmy zostawić w całości, aby przypominał, jak solidnie zbudowane są ściany. Niestety został połączony z drewnem parapetu w sposób paskudny i całość jest do poprawki.  Kiedyś się zrobi ;)
Tymczasem mogę cieszyć się zachodami słońca.


Aha, coś z nowości. Jakiś czas temu pomyślałam sobie, że skoro poprzedni cel został prawie osiągnięty, to czas wyznaczyć sobie nowy. Stała się nim ekoturystyka. To pojęcie obiło mi się kiedyś o uszy i teraz zastanawiając się nad zwięzłym opisem naszej planowanej działalności, sprawdziłam jego definicję i okazuje się, że większość naszych zamierzeń można zawrzeć w tym jednym słowie. Trochę szerzej o ekoturystyce napisano np. tutaj. Praca trwa i mam cichą nadzieję, że pierwszych gości będziemy mogli zaprosić już w kwietniu. Nie mogę się tego doczekać, ale jednocześnie jestem pełna obaw, czy podołamy, bo plany są ambitne.

Razem z nowym celem zakładam nowy blog. Zapraszam w nowe miejsce!






sobota, 21 stycznia 2017

Zmagania z wilgocią [sezon 3] odc. 146

Dlaczego zdecydowaliśmy się na sypialnię w piwnicy? Bo tylko to pomieszczenie nadawało się na realizację mojego marzenia o wyjściu z sypialni prosto do ogrodu. Z piwnicy prowadziły bezpośrednie drzwi  na podwórze i wystarczyło tam założyć ogródek, by kolejne marzenie mogło być spełnione. Wariacki pomysł? Może, ale efekt fajny. Co prawda nie udało się zrealizować planu w całości, bo nie przewidziałam tego, że trzeba będzie obniżyć w sypialni podłogę. Piwnica była zakopana w stoku i wejście miała ponad pół metra wyżej niż obora, więc do wyboru był schodek między kuchnią a sypialnią lub przy wyjściu z sypialni na podwórze. Wybraliśmy  drugie rozwiązanie, dlatego sypialnia jest poniżej gruntu. Nic to, i tak jest bezpośrednie wyjście do ogródka.


 




Dla przypomnienia widok na drzwi do obecnej sypialni sprzed dwóch lat. To te pierwsze z prawej, a po lewej stronie widać jeszcze wygódkę ;)

Widać tutaj, w jak złym stanie były ściany, okropnie zawilgocone i przesiąknięte wyziewami z obory. Pracy nad tym fragmentem domu było chyba najwięcej, zwłaszcza przy północnej ścianie. Gruba od 1.8 do  2.4 m u podstawy, a na dodatek do połowy wysokości wciśnięta w wodonośny stok. 
Tak wyglądała po odkopaniu do poziomu podłogi w piwniczce.



Głowiło się nad nią kilku fachowców, ich wyceny na doprowadzenie jej do porządku zwalały z nóg. I  wtedy pojawiła się nasza ukochana ekipa, opisała swoje dotychczasowe doświadczenia z takimi problemami i zaproponowała czterokrotnie niższą cenę.
A wracając do tematu sypialni. Zanim można było ułożyć się do snu, należało tylko: zaizolować ściany w poziomie i pionie (także tą wewnętrzną, działową, o grubości bagatelka 1,5 metra), wybrać z podłogi 70 cm ziemi, zdrenować, zaizolować, położyć ogrzewanie podłogowe i płytki. Niestety moje wołanie o drewnianą podłogę nie zostało wysłuchane. Cóż, jak chce się łukowe ściany, to trzeba pożegnać się z kaloryferami, brak miejsca. 








Korzystamy z niej od półtora roku. W lecie jest chłodno, w zimie też. Chyba, że włączę ogrzewanie ;) Ustawiłam termostat na trzy godziny rano i 4 wieczorem. To w zupełności nam wystarcza, bo w środku dnia nie korzysta się przecież z sypialni. Żadnej wilgoci nie widać, chyba się nam udało!
Największym problemem okazało się umeblowanie takiego wnętrza, ale o tym następnym razem.



niedziela, 15 stycznia 2017

Słodkich snów

Ku memu wielkiemu zdziwieniu nadeszła zima, zaskakując mnie bardziej niż drogowców. Ciągle sypie, M nie nadąża z odśnieżaniem, a psy ledwo przedzierają się przez zaspy. Samochodom jest łatwiej, bo pług jeździ dość często, ale wystarczy,  żeby zaczęło wiać i po kwadransie trudno dopatrzyć się przebiegu drogi. Mamy takie jedno miejsce przy wyjeździe z Janic w kierunku Grudzy, które już nie raz okazało się końcem mojej trasy. Nawet nie musi być dużo śniegu, wystarczy wiatr, który na zakręcie momentalnie potrafi usypać wielką zaspę w poprzek drogi.

Taka pogoda zmusza do kameralnych zajęć. Czas na urządzanie kolejnych pomieszczeń. Prowizorka poprzeprowadzkowa miejscami ustępuje czemuś bardziej docelowemu, choć niekoniecznie. Znaleźliśmy ostatnio trochę rupieci, które mają stać się naszymi meblami. Pozbywamy się ikei i na to miejsce wnosimy coś, czego jeszcze parę lat temu nie ustawiłabym nawet w piwnicy.
A propos piwnicy. Dawna piwniczka na ziemniaki, która jest położona częściowo poniżej gruntu, służy nam już od dawna do całkiem innych celów. Chciałam ją pokazać, kiedy będzie zupełnie ukończona, jednakże tracę już nadzieję na tą "zupełność", więc koniec z czekaniem.
Można było dostać się do niej przez dziurę w ścianie obory.
 

Z podwórka prowadziły do niej całkiem  porządne drzwi, z drugiej strony było nawet okno.

 


Miejsce nie wyglądało zbyt przyjaźnie, ale rozbudziło naszą wyobraźnię i ....