Po dokładnych oględzinach nie znaleziono większych uszkodzeń więźby, więc wystarczyło znaleźć dachówkę i przekrywamy. Oczywiście sami, to przecież banalne. Ekipa się zebrała, ale nie było dachówki. Urlopy zarezerwowane na wrzesień. Kiedy dachówka się znalazła, dekarze-amatorzy zaczęli trochę powątpiewać w swoje możliwości, dach jest przecież ogromny. Zaczęło się poszukiwanie majstra, który by robotę nadzorował. Majster się znalazł, ale ma czas dopiero wiosną. Dobra, poczekamy. Dziury w dachu załatane, strych osuszony, więc wystarczy rynny wymienić i zimę przetrwamy.
Tak wyglądały nasze rynny.
Przez długie lata woda lała się strumieniami pod dom. Nic dziwnego, że w podłoga w sieni po każdym deszczu pokrywała się warstewką wody.
Montowanie zajęło nam dwa dni. W roli głównej wystąpiły: rynny, wiertarka, sznurek, drabina, rusztowanie i teodolit.
Praca zakończona. Przed deszczem jeszcze zdążyliśmy zrobić kanalizację deszczową i woda już opływa z okolicy domu. W przyszłości będzie zasilać staw kąpielowy zwany rezerwuarem wody na potrzeby gospodarstwa rolnego.
A oto jego skromne początki :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńAle macie tempo! Bardzo dużo udało się Wam zrobić. A uwzględniając odległość do pokonania, to chapeau bas. Wszystkiego dobrego.
OdpowiedzUsuńP.S.
Jestem chyba jeszcze zaspana, bo jakieś cuda opublikowałam wyżej i mus był usunąć.
:))))
OdpowiedzUsuńW Małopolsce praca wre od rana, piękna pogoda się zapowiada. Pozdrowionka!
Dach faktycznie potężny :)
OdpowiedzUsuńU nas z rynnami był ten sam problem, ale jesteśmy w trakcie wymiany dachu więc i rynny już niedługo będą nowiutkie, bez dziur ;)
Trzymam kciuki za niezbędne prace i piękna pogodę :)
Dach macie w świetnym stanie, poczeka do wiosny. Grunt, że wodę okiełznaliście ;) Chyba powinnam Wam pozazdrościć ;-))
OdpowiedzUsuńteraz deszcze już niestraszne:) Super!
OdpowiedzUsuńJaaaaaa!!! Moje rynny na stodole - takie same!!!! czyli co? że niby wiertarka i drabina???? nie.... ale szacun należny składam ;)
OdpowiedzUsuńNo to najważniejsze zrobione, bo te podsiąki i wysolenia na murach macie niesamowite. Woda jak najdalej od domu... a bajoro fajna sprawa. Dom fajowy i przeogromniasty.
OdpowiedzUsuńPowodzenia!
Staw kąpielowy? Uuu... Ja się ponownie wpraszam na przyszłość!
OdpowiedzUsuńI do Kreta - rynny to naprawdę nie aż taka filozofia - wiertarka, drabina i dobry sposób na kontrolowanie spadku ;)
Miejsce jest cudowne i nawet gdy juz w krzyżu trzeszczy, a ręce w bąblach, to taki widok ukoi każdy ból. Podziwiam Wasz zapał i wszelkie prace i będę zagladać, by zobaczyć rezultat. Trzymam kciuki ! Serdecznie pozdrawiam !
OdpowiedzUsuńAleż ten dom jest ogromny! Trzymam kciuki, zawsze podziwiam takie inicjatywy :)
OdpowiedzUsuńBardzo fajny wpis. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń