Dzikie Róże



O tym jak toczą się dalsze losy naszego marzenia możecie przeczytać tutaj:
https://dzikierozewjanicach.blogspot.com/

niedziela, 26 lutego 2017

Nasz zwierzyniec


Do tej pory nie przedstawiałam większości naszych zwierzaków.Trochę ich się nazbierało, a wiosną może przybędą jeszcze jakieś kozy albo owce, kto wie?
Ze łzą w oku oglądam zdjęcia przed i po. Szkoda, że nie wszystkie zwierzaki od razu fotografowałam, reszta nie będzie miała zdjęć porównawczych.
Adolfina została znaleziona półtora roku temu w stanie skrajnego wyczerpania. Długa była walka o jej życie. Udało się.




Adolfina






Piko


Beza, która hasa już po innych łąkach

Więcej o naszych zwierzakach napisałam na blogu Dzikich Róż, gdyby ktoś chciał poczytać to tutaj.

P.s. Kryzys sufitowy wyhamowuje. Ekipa tynkująca na razie czeka...

wtorek, 21 lutego 2017

Nie jest dobrze

My tu cieszymy się urządzaniem życia w piwnicy, a tymczasem coś, co wydawało się pewne i nieprzemijalne sypie się nam na głowę. Zaczęło się nagle i bez ostrzeżeń. Siedzimy sobie sobie wieczorem w pokoju, a tu słychać trzask - coś spadło i rozsypało się na podłodze. O! kawałeczek cegły. Za chwilę następny i następny. Przyglądamy się sufitowi a tam w kilku miejscach białe plamy wykwitów soli rozkruszają cegłę.  M zmiótł wysolenia, ale na następny dzień cegła nadal rozkruszała się spadając na kanapę i podłogę. Na szczęście problem dotyczył tylko dwóch pól nad pokojem, w kuchni nic do talerzy nie spadało. Obdzwoniliśmy fachowców od konserwacji starych cegieł uzyskując kilka porad typu "trudno, taka cegła, nic nie da się zrobić" lub "nie ma wyjścia, trzeba otynkować". Nadzieją natchnęła nas porada przedstawiciela Remmersa z Wrocławia, który zalecił bardzo logiczną terapię. Sól należy wypłukać spryskując wodą destylowana, odczekać parę dni i ponownie pokryć preparatem do wzmacniania struktury. Co było robić, pokój pokryła folia, a M cierpliwie przemywał miejsce za miejscem. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać. Do odgłosów kapania dołączyły odgłosy spadania coraz większych kawałków cegieł. He, he, naiwni zaufali "fachowcowi".  Co zostało wypłukane to odpadło i tempo rozkruszania wróciło do normy, o ile powolne spadanie sufitu na głowę można nazwać normą. Obdzwoniliśmy znajomych z podobnymi sufitami, napisaliśmy też do nieznajomych, nikt nie ma takich problemów. Pojawiła się następująca konkluzja: nasze cegły są wyjątkowo kiepskiej jakości i czas nasycania ich wyziewami z obory był bardzo długi i intensywny.
Nowe wysolenia nadal pojawiają się, dochodzą też nowe miejsca. M oczyszcza mechanicznie i gruntuje, co trochę hamuje ten proces, ale nadal cegła sypie się na klawiaturę i do filiżanek. Wczoraj utworzyło się nowe ognisko nad ekspresem. Czyżby jakaś zmowa przeciwko niepoprawnym wielbicielom kawy?



Jeżeli komuś byłoby mało problemów, to mogę dołączyć pojawianie się zawilgoceń na ścianach w zupełnie nielogicznych miejscach i rwący strumyk w piwnicy. Norma na przedwiośniu. Kochamy nasz stary dom i wiemy, że musi nas czymś zaskakiwać. Rozumiem strumyk, wilgoć w ścianach, spękania tu i tam, ale żeby ukochany ceglany sufit?! Może ktoś rzucił urok? Litości, czym zawiniliśmy?
Na szczęście remont na piętrze w pokojach dla gości przebiega bez większych zakłóceń. Trochę pomyliła się nam sensowna kolejność robót i tak na przykład podłogi gotowe, a tu jeszcze nie dokończone "brudne" roboty w łazienkach, poprawki przy sufitach itd... Ale nic to, idzie dobrze.
Spróbuję się ogarnąć (okrutne przeziębienie mnie męczy) i zdać relacje z postępów przy podłogach, bo cudne mi się wydają te stare dechy. Zapraszam do Dzikich Róż.

niedziela, 19 lutego 2017

Jak to umeblować?

Najpierw uparliśmy się na umieszczenie sypialni i łazienki w piwnico - grocie, a dopiero potem zaczęliśmy się zastanawiać, jak tam się rozgościć. Jasne, łukowe ściany nie przeszkadzają we wstawieniu łóżka i niskiej komody, ale jak ustawić szafę przy takiej ścianie?! Projekt ewoluował, z każdym krokiem coś z szafy ubywało. Najpierw straciła zabudowanie tyłu, potem fronty, na końcu boki i ostatecznie został sam szkielet. Tylko z czego go zrobić? Szybki przegląd zbiorów do recyklingu dał odpowiedź: pręty i stara decha.
Zapewniam, korzysta się z niej świetnie. Nie ma problemu ze skrzypiącymi drzwiami, zacinającymi się szufladami lub nadmiarem ubrań, bo zmieszczą się tylko te niezbędne.


 Ale najpierw było spawanie, szlifowanie, malowanie ...


Kolejne wyzwanie: łukowe okna. Mam alergię na drogie karnisze, więc kupno nie wchodziło w grę. 
Znowu trzeba było zrobić przegląd zapasów, uruchomić wyobraźnię i spawarkę.
Zgadnijcie skąd pochodzą uchwyty do karnisza.



Lampki nocne też są autorskim projektem M


Jedynie główna lampa od zawsze była lampą. Swoją karierę rozpoczęła w Stebniku, na Kresach osiemdziesiąt lat temu i już w niejednym domu świeciła. Nam w tym miejscu bardzo się podoba, natomiast nie jestem pewna, czy moja prababcia byłaby zadowolona widząc ją tutaj.



A o tym, co słychać na piętrze możecie przeczytać tutaj.







sobota, 11 lutego 2017

Łazienka w kamiennej grocie

Miało być o meblowaniu kamiennej sypialni, ale nie zdążyłam zrobić odpowiednich zdjęć, więc najpierw pokażę, co udało zrobić się w drugiej części piwnicy. Zresztą problem projektowania wnętrza, gdzie jest niewiele ścian ustawionych pod kątem prostym stwarza istotne problemy. Nie jestem architektem wnętrz, więc nie było łatwo. Jak na pochyłej ścianie umieścić umywalkę albo sedes? Gdzie zmieścić prysznic? Nie ukrywam, że trochę czasu mi to zajęło, wiele razy zmieniałam projekt. Nigdzie nie mogłam znaleźć zdjęć funkcjonalnych łazienek, gdzie dominują łukowe ściany. Designerskie szaleństwa odpadały, bo to nie miało być na pokaz, tylko do codziennego użytku dla wieśniaków. Pomysłu połączenia w jednym pomieszczeniu sypialni i łazienki nie brałam pod uwagę, wydaje mi się to przejściową modą, bardziej pasującą do hotelu aniżeli do domu. O ironio, na razie tak funkcjonujemy, bo nie możemy zdecydować się na rodzaj drzwi ;)
Zestaw chciejstw uwzględnianych przy projektowaniu nie był długi: leżąc w wannie chciałabym podziwiać gwiazdy lub zachód słońca, a prysznic ma być jak najmniej oddzielony od reszty łazienki, czyli blisko kamiennej ściany i na podłodze (bez brodzika). Jedyny techniczny problem stanowiła możliwość namakania fug między kamieniami podczas kąpieli, ale znalazł się odpowiedni preparat zabezpieczający.
Udało się, uwielbiam naszą łazienkę!






A dla przypomnienia



Oczywiście wnętrze nie jest gotowe. Jak powiesiłam zasłony na szpilkach do którejś tam z kolei przymiarki, tak wiszą ponad rok, bo są pilniejsze sprawy. Szafkę pomalowałam matowym olejem do blatów kuchennych firmy Colorit (bez zrobienia wcześniejszej próby, o ja naiwna) i teraz wygląda jak polakierowana na wysoki połysk. Jedyne, co zgadzało się z opisem na opakowaniu to wodoodporność. Marzę o dniu, kiedy toto uda się zeszlifować lub chociaż zmatowić. Kamień wystający z parapetu postanowiliśmy zostawić w całości, aby przypominał, jak solidnie zbudowane są ściany. Niestety został połączony z drewnem parapetu w sposób paskudny i całość jest do poprawki.  Kiedyś się zrobi ;)
Tymczasem mogę cieszyć się zachodami słońca.


Aha, coś z nowości. Jakiś czas temu pomyślałam sobie, że skoro poprzedni cel został prawie osiągnięty, to czas wyznaczyć sobie nowy. Stała się nim ekoturystyka. To pojęcie obiło mi się kiedyś o uszy i teraz zastanawiając się nad zwięzłym opisem naszej planowanej działalności, sprawdziłam jego definicję i okazuje się, że większość naszych zamierzeń można zawrzeć w tym jednym słowie. Trochę szerzej o ekoturystyce napisano np. tutaj. Praca trwa i mam cichą nadzieję, że pierwszych gości będziemy mogli zaprosić już w kwietniu. Nie mogę się tego doczekać, ale jednocześnie jestem pełna obaw, czy podołamy, bo plany są ambitne.

Razem z nowym celem zakładam nowy blog. Zapraszam w nowe miejsce!