Dzikie Róże



O tym jak toczą się dalsze losy naszego marzenia możecie przeczytać tutaj:
https://dzikierozewjanicach.blogspot.com/

środa, 14 stycznia 2015

Najgorsze dni w roku

Mam cichą nadzieję, że pierwsze dni nowego roku były tymi najgorszymi i gorzej już nie będzie. A może nie starcza mi wyobraźni? Przez ostatnie trzy tygodnie żyłam jak w sennym koszmarze, teraz oswoiłam się z nową sytuacją i dochodzi do mnie, że to nie sen. Wigilię spędziłam czuwając przy łóżku T. na OIOMie. Po zażegnaniu kryzysu zaczęła się huśtawka rokowań i wielogodzinne przesiadywanie w szpitalu. Po Nowym Roku szpital przeniósł się do domu. Początki nie były łatwe, ale już po tygodniu zszarganych nerwów opanowałam sztukę załatwiania wizyt domowych, dopraszania się o pielęgniarkę środowiskową (no cóż, jeszcze nie potrafię pobierać krwi do badań) i wzywania pogotowia.
Co to ma do remontu starego domu gdzieś na dalekim Pogórzu Izerskim? Otóż w tych ciężkich dniach Janice stały się jedyną odskocznią, naszym prywatnym mitem. Wzdychamy do tego miejsca jak wzdychano do  Moskwy u Czechowa.
Ukojeniem stało się projektowanie - wtedy przenosimy się w inną rzeczywistość. Aczkolwiek projekty domu i ogrodu były gotowe już w lipcu, po kilku miesiącach przemyśleń można je jeszcze ulepszyć :) Wszystko zaplanowane w szczegółach, ze spraw technicznych brakuje chyba tylko rozmieszczenia oświetlenia. Tym zajmiemy się później, a teraz potrzebuję czegoś bardziej twórczego - przechodzę do wystroju wnętrz.
O ile projekt domu ulega tylko kosmetycznym zmianom, to ogród przeszedł małą rewolucję.  Za oknem szaro, a w mojej głowie aż kipi od kolorów i zapachów. A kiedy potrzebuję szczególnego pocieszenia, planuję szczegóły bylinowych rabat i wtedy odpływam w inny świat. Szczególnie fragment pod roboczym tytułem  trzmielowisko.
Uwielbiam w upalne dni wpatrywać się w chmury pracowitych owadów krążących nad moimi kwiatami. W dotychczasowej wersji małego ogrodu wyglądało to tak:










Przyszła wersja będzie mniej więcej taka:









Zdjęcia robiłam w dżdżysty, wrześniowy dzień w ulubionym ogrodzie w Weinheim. Chciałabym, żeby właśnie tak wyglądały nasze rabaty. A druga inspiracja to trawiaste kompozycje Pieta Outdolfa.  Od kilku lat patrzyłam na nie chciwym wzrokiem, w naszym ogródku nie było szans na taką realizację, ale teraz mam hektar łąki! Rzecz jasna nie poświęcę na to całości, jednakowoż parę arów się znajdzie :) W planie jest także dzika łąka. Nasza obecna jest koszmarnie uboga w gatunki, więc w sezonie cierpliwie zbierałam nasiona z innych. Nie mam żadnego doświadczenia w zakładaniu naturalnej łąki, męczy mnie mnóstwo pytań. Ciekawe, ile nasion przeżyje zimę? Przechowuję je w papierowych torbach na strychu. Mam tego sporo! Zobaczy się, co z tego wyjdzie.
Zaplanowane jest także rosarium,  dwadzieścia pięć nowych odmian róż-gigantów kupiłam jeszcze jesienią, a osiemdziesiąt drzew do zagajnika w bardzo korzystnych cenach czeka zamówione w leśnej szkółce.
Podobno w tym roku wiosna przyjdzie bardzo wcześnie. Tylko czy będę mogła w ogóle pojawić się w naszej ziemi obiecanej? Wracam do rzeczywistości i zaklinam przyszłość:
 jesienią przeprowadzimy się do Janic.